Ian
Tagi
środa, 31 stycznia 2007
Ryszard

Ludzie, którzy piszą bloga często uchodzą za otwartych. A może chcą za takich uchodzić? Ktoś, kto otacza się murem, kto nie dopuszcza innych do swoich emocji, refleksji i przeżyć, ten raczej nie będzie chciał się dzielić jakimikolwiek spostrzeżeniami publicznie.

Otwartość bloggera, tak jak otwartość wielu ludzi ściąga na niego podejrzenie, że to pewna forma kreacji. Otwarcie tak, ale ściśle kontrolowane. Prawdziwe emocje, intymne sprawy, pozostają schowane. A kreacja dopuszcza też manipulację. Pisanie od serca, ale z myślą o tym jak nas będą czytać i widzieć. A zatem nie jest to otwartość szczerego człowieka.

Rzadko traktujemy otwartość innego czlowieka jako wartość do końca dobrą, szczerą. Nie szukamy w niej intencji, pobudek, skutków. Nie widzimy podwójnego dna, kreacji i manipulacji. Taką otwartość widzieliśmy w Ryszardzie. Wszyscy- czytelnicy, znajomi, zastępy przyjaciół.

Sam zostałem kiedyś "przeczytany" przez fascynację Ryszardem. To był jedyny mój kontakt z socjologiczno-pyschologiczno-marketingowym zarządzaniem. Firma, która przejmowała dział reklamy i marketingu w mojej redakcji połączyła focusy z ćwiczeniami integracyjnymi. Każdy z nas wypełniał anonimową ankietę. Potem ankiety mieszano. Każdy dostawał jeden formularz i miał zgadnąć do kogo należał. Jako człowiek próźny marzyłem przez krótką chwilę, że pozostanę enigmą popołudnia. Nic z tego. Moja kartka została rozszyfrowana jako pierwsza. Zgubił mnie wpis w okienku "Autorytet". Wpisałem Ryszarda Kapuścińskiego.

Jedyny bezwarunkowy autorytet, jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy. Od momentu, gdy w wieku 6 lat razem z bratem wystukałem na maszynie pierwszy egzemplarz gazetki "Zygzak" aż do dziś, gdy wciąż nie mogę sobie darować jak rzadko korzystałem z tej niezwykłej otwartości Mistrza. Mamy z Kasią w swoich książkach najbardziej intymne i osobiste dedykacje. Mam w pamięci niezwykłą rozmowę na tyłach wrocławskiej galerii. O tym co trzeba zrobić, by pojechać  i zobaczyć. Mam przed oczami niezwykłą galerię wycinków z pracowni przy Prokuratorskiej. Wiemy o tomach książek, jakie czytał. O sposobie rozmowy z napotkanymi. O traktowaniu pamięci jako pierwszego, podstawowego redaktora. O niezwykłym zaufaniu do ludzi. O sposobie traktowania każdego słuchacza i rozmówcy.

Nie tylko reportaże, książki i wiersze po sobie pozostawił. Żył w świecie, w którym tak wielu twórców zmaga się z tym, by ich sztuka miała jak największy kontakt z rzeczywistością, by zacierały się granice. A to Ryszard Kapuściński właśnie uczył nas przekraczania granic. W każdym sensie tego słowa i tego zdania.

Nikt tak nie uczynił ze swojego życia dzieła sztuki jak Ryszard. Rysiek.  

 

 

11:43, ian.pelczar , Ryszard
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
Bartyś i Kaczyński

na jednym blogu stali:

"Żydowsko-masońsko-cyklistyczne media donoszą, że premier Jarosław złamał rękę. Nie sama informacja jest bulwersująca, ale to, że ów "wypadek" łączony jest z czynnością wędrowania onego do kaplicy, na mszę".
 
"Jest to mój uniżony hołd do dialogów jakimi lubi zabawiać się Piotr Bartyś z Radia RAM. Klasyczne było, gdy puścił Manu Chao z rzewnym refrenem "Hey Boby Marley! Say something good to me", a po tym, bez słowa komentarza, puścił Marlejowy "No woman, no cry"".
A wszystko na:
To właściwie wpis próbny, zobaczymy czy blog rzeczywiście zdoła zastąpić mi wysyłanie do Was @. Za często wracały, nie mieliście czasu ich czytać, przeciążały Wam skrzynki. Teraz wszystko w jednym miejscu. I linki i zamiast GC i trailery i teasery i polecenia. Tylko recenzje dalej na radiowej stronie, a przeglądy prasy w dni służbowe tylko na stronie.
Ian
21:31, ian.pelczar , Radio
Link Komentarze (1) »