Ian
Blog > Komentarze do wpisu
Gazety lub czasopisma
Nr 506

"Polska Gazeta Wrocławska" pisze o kontrowersjach, które wzbudziła decyzja, by Marię i Lecha Kaczyński pochować na Wawelu, wśród królów. "Szanuj Kraków, kardynale" - skandowało kilkaset osób pod krakowską kurią metropolitalną. Nigdy wcześniej nikt w taki sposób pod oknami Stanisława Dziwisza nie protestował - zwraca uwagę "Wrocławska" i cytuje jednego z internautów, który o Lechu Kaczyńskim napisał: "Wczoraj go nienawidzili, dziś niemal wynoszą na ołtarze".

Biskup Tadeusz Pieronek komentuje w "Gazecie Wyborczej": "Prezydenci są chowani w stolicy, a stolica została przeniesiona do Warszawy". Profesor Andrzej Zoll dodaje: "Wawel to nekropolia, która jest zamknięta. Historycznie zamknięta, nie róbmy już pochówków na Wawelu". Profesor Andrzej Romanowski, redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego wymienia pięć powodów, dla których jest przeciwny decyzji: "Po pierwsze, na Wawelu nie leży żaden z polskich prezydentów, ani Mościcki ani Narutowicz. To nekropolia królewska. Po drugie, trzeba otwarcie zadać pytanie, czy Lech Kaczyński jest takim samym bohaterem narodowym jak Piłsudski? Nie jestem pewien, czy większość społeczeństwa podziela to zdanie. Po trzecie, gdy w latach 90 tych symbolicznie chowano w Polsce najbardziej tragicznego naszego władcę Stanisława Augusta - nikomu poza garstką ludzi - nie przyszło na myśl, by chować go na Wawelu. Choć to nekropolia królów. Po czwarte, zawsze słyszeliśmy od władz kościelnych, że na Wawelu nie ma już miejsca. Po piąte, nasi bohaterowie narodowi Piłsudski czy Sikorski nie zostali pochowani wraz z żonami".

"Gazeta Wyborcza" pisze w redakcyjnym komentarzu, że decyzja o miejscu pochówku jest pochopna. "Miejscem stosowniejszym niż Wawel byłaby katedra św. Jana w Warszawie - u boku prezydenta Gabriela Narutowicza, który również zginął tragicznie(...)niestosowne jest wymaganie, by Lech Kaczyński musiał po śmierci sprostać sąsiedztwu Józefa Piłsudskiego, twórcy niepodległości Polski(...) Tragiczna śmierć prezydenta w drodze do Katynia jest symbolem przejmującym, ale nie tylko symbole powinny ważyć na takich decyzjach- by naród jednoczyć, a nie dzielić. Ta decyzja z pewnością Polaków podzieli(...)Tę decyzję podjęto w patriotycznym uniesieniu, pod wpływem tragedii, współczucia dla rodziny. Jesteśmy głęboko przejęci niewyobrażalnym dramatem rodziny Prezydenta i Jego żony. Współczujemy rodzinom wszystkich ofiar. Szacunek dla tego bólu nakazuje stwierdzić, że żałoba narodowa nie jest dobrym czasem na podejmowanie takich decyzji".

W podobnym tonie "Wyborcza Wrocław" komentuje decyzje o nadzwyczajnych sesjach rady miejskiej Wrocławia i sejmiku województwa Dolnośląskiego. Tytuły Honorowego Obywatela Wrocławia i honorowego Dolnoślązaka mają otrzymać związane z regionem ofiary katastrofy i prezydencka para. Naczelny wrocławskiej "Wyborczej" Jerzy Sawka pisze: "Nie licytujmy się w żalu(...)wstrzymajmy się z nadawaniem gremialnie honorowych tytułów tym, którzy zginęli na smoleńskim lotnisku. Jak mocno by to nie zabrzmiało, to trzeba powiedzieć, że śmierć w katastrofie nie czyni automatycznie z człowieka bohatera. Boleję nad tą tragedią, jak większość rodaków, ale nie chcę, by moje miasto, mój region, brały udział w narodowej spirali żalu: kto kogo bardziej wyróżni, kto kogo bardziej kocha, kto komu okazalszy pomnik postawi. Zasłużonym honory nie uciekną. Tu nie może być presji czasu. Tu potrzebny jest upływ czasu".

"Żałoba i kicz pojednania" - to tytuł redakcyjnego komentarza w "Rzeczpospolitej". Paweł Lisicki pisze: "Owszem, Polska potrzebuje jedności. Ale nie byłoby dobrze, gdyby prezydentura Lecha Kaczyńskiego utonęła w kiczu wzajemnego pojednania. Potrzebna jest uczciwa debata o tym, co godne uznania, a co niesłusznie podlegało wykipieniu, jak i o rzeczywistych słabościach. Nawet jeśli będzie to powodować rozdrapywanie ran".

"Super Express" pisze o trudach identyfikacji, o bliskich, którzy rozpoznają ofiary po znakach szczególnych i przedmiotach należących do zmarłych. Aleksandra Szczygłę rozpoznano po kilku szczegółach i ulubionej marce papierosów, które palił. "Generała Franciszka Gągora zidentyfikowano po oznaczeniach wojskowych na mundurze, a Marka Uleryka, ochroniarza Prezydentowej, po zegarku". Nie udało się znaleźć sześciu ciał.

"Polska Gazeta Wrocławska" komentuje to tytułem: "Guziki i skrawki mundurów znów symbolem Katynia". Jerzy Kawecki z Zakładu Medycyny Sądowej wrocławskiej Akademii Medycznej mówi "Gazecie": "Wiemy, jaką traumę wywołuje widok szczątków ukochanej osoby. Ogranicza się do okazania minimum. Jeżeli to możliwe, pokazuje się zdjęcia".

20 czerwca - taką datę wyborów prezydenckich opozycja ma   zaproponować marszałkowi Sejmu - pisze "Gazeta Wyborcza".   Dziennik nieoficjalnie dowiedział się, że ten -   najpóźniejszy możliwy termin - ma Bronisławowi   Komorowskiemu zaproponować zarówno PiS jak i SLD.   Ewentualna II tura odbyłaby sie wówczas 4 lipca. "Gazeta Wyborcza" wyjaśnia, że Komorowski obiecał tym   partiom, najbardziej dotkniętym sobotnią katastrofą, że   będą miały decydujący głos w sprawie terminu wyborów. Jeśli ta opcja przejdzie, to sprawy nabiorą gwałtownego   przyspieszenia. Ordynacja   prezydencka zapomniała bowiem o sytuacji nadzwyczajnej.   Nie przewidziano zabezpieczenia w postaci wydłużenia czasu   zbierania podpisów. Partie, które chcą wystawić kandydata   na prezydenta, muszą dostarczyć sto tysięcy podpisów   najpóźniej 45 dni przed pierwszą turą.

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego opracuje procedury   przewozu dokumentów z informacjami niejawnymi w   oficjalnych delegacjach. O sprawie pisze "Rzeczpospolita". Jak tłumaczył wcześniej wiceszef BBN Witold Waszczykowski,   w samolotach i samochodach, w których podróżują   przedstawiciele najwyższych władz, powinny być specjalne   kasetki, sejfy. Można by nimi chronić czułe materiały i   dokumenty.Jak czytamy w "Rzeczpospolitej", ma to być jedno z   pierwszych zadań BBN po zakończeniu żałoby narodowej i   objęciu jego kierownictwa przez generała Stanisława   Kozieja.Dziennik wyjaśnia, że obecnie waże dokumenty potrzebne   podczas podróży zagranicznych przewożone są między innymi   jako poczta dyplomatyczna w specjalnej teczce lub walizce.

Dr Jacek Morawiecki, dziennikarz i podróżnik, mówi "Polsce Gazecie Wrocławskiej", że Polska stała się dla Rosjan znów tematem numer jeden. "Widać, że oni współprzeżywają tę tragedię(...)Rosjanie wierzą w narodową koegzystencję. Fascynujące jest to, że jesteśmy do siebie - Polacy i Rosjanie - tak podobni, a jednocześnie tak różni(...)Pozostaje mieć nadzieję, że to, co się stało pod Smoleńskiem, pozostawi w nas coś trwałego i dobrego. Dzielimy w końcu tę samą historię, a teraz też wspólne nieszczęście".

Dla Polski utrata elity narodu na czele z prezydentem,    jest czymś więcej niż zwykłą katastrofą lotnicza - napisał   dziennik "Kommiersant".Gazeta zauważa, że Polska jest   państwem , które inne kraje "wielokrotnie najeżdżały,    okupowały , dzieliły jej terytorium" ."Kto mógł pomyśleć, iż Katyń 70 lat później, dokładnie w   rocznicę rozstrzelania przez radzieckie NKWD tysięcy   polskich oficerów, znów stanie się dla Polski miejscem   tragedii narodowej" - czytamy w gazecie. "Kommiersant"   zwraca uwagę, że rosyjskie stacje telewizyjne wyjątkowo   szybko zareagowały na tragedię polskiego samolotu   pokazując ją w czołówkach dzienników. Według gazety   szefowie najważniejszych kanałów telewizyjnych   najwyraźniej dobrze zrozumieli, jaka  będzie reakcja   prezydenta i premiera Rosji na "szokująca informację o   katastrofie  pod Smoleńskiem ".  Dziennikarka "Kommiersanta" analizująca programy   telewizyjne zwróciła uwagę, że po tragedii polskiego   samolotu  znacznie więcej Rosjan niż zazwyczaj   oglądało programy informacyjne na różnych kanałach. Gazeta   zauważa, że pokaz filmu "Katyń" na kanale "Rossija" miał   mniejszą oglądalność  niż można było się spodziewać, ale   jeśli uwzględni się, że obraz Andrzeja Wajdy został   wcześniej pokazany na kanale "Kultura" to film ten w Rosji   miał całkiem solidną widownię.

"Tragiczny lot prezydenckiego tupolewa nie był ubezpieczony" - ustalił "Dziennik Gazeta Prawna". Prawnicy nie mają wątpliwości: rodziny ofiar mogą się domagać odszkodowania od Skarbu Państwa. "W przeciwieństwie do lotów cywilnych my swoich nie ubezpieczamy. Poza armią z tego samego przywileju korzystają m.in policja, Straż Graniczna" - przyznaje płk. Wiesław Grzegorzewski z departamentu prasowego MON. Jeśli flota rządowa zostanie wzięta w leasing obowiązek ubezpieczania lotów powróci.

Z mediów znikły reklamy, zauważa "Gazeta Wyborcza". To dotkliwe zwłaszcza dla mediów elektronicznych, które - w odróżnieniu od gazet - nie mogą zrekompensować części utraconych przychodów np. sprzedażą nekrologów.A reklamodawcy nie spieszą się do powrotu. Nadawcy przyznają, że wielu klientów wycofało zlecenia na czas żałoby narodowej. Większość agencji reklamowych i domów mediowych zaleca swoim klientom wstrzymanie reklam do końca tego tygodnia. "Gazeta Wyborcza" podaje, że o ile polskie media rezygnują z reklam dobrowolnie, o tyle rosyjskim spółkom nakazuje to ustawa medialna i dlatego 12 kwietnia w Rosji nie nadawano reklam.

Harcerze - cisi bohaterowie żałoby narodowej dziś w "Rzeczpospolitej". Młodzież w harcerskich mundurach widać na każdym miejscu i   na każdej uroczystości, gdzie składany jest hołd ofiarom   tragedii pod Smoleńskiem. Wielu harcerzy od soboty więcej czasu spędza na ulicach   Warszawy więcej czasu niż w domu. Rozdają wodę, trzymają   wartę pod Pałacem Prezydenckim, pomagają składać kwiaty i   ustawiać znicze. "Zostali zmobilizowani już w sobotę.   Przez internet i esemesy informowali są, gdzie mają się   stawić, by nieść pomoc". Warszawscy druhowie wspomagają przed Pałacem Prezydenckim   służbom mundurowym. Gazeta podkreśla, że harcerze są   bezcenni - zorganizowali grupy wartowników, ratowników i   porządkowych. Są pomocni, udzielają  rad   przychodzącym pod Pałac.

"Polska Gazeta Wrocławska" pokazuje zdjęcia pustych biur poselskich. "Biurko Aleksandry Natalli-Świat wygląda, jakby pani poseł właśnie od niego wstała". "Wicemarszałek Jerzy Szmajdziński miał przygotowany kalendarz wydarzeń na cały rok".

"Rzeczpospolita" opisuje miłość prezydenckiej pary do zwierząt, przypomina jak dzięki terrierowi Tytusowi George W. Bush z żoną czuli się podczas wizyty na Helu jak u siebie w domu. Teraz prezydencki zwierzyniec to kot Rudolf i suczka Lula. Czarno-biały Rudolf mieszkał w schronisku, jako maskotka trafił do Teatru Roma, gdzie brał udział w musicalu "Koty". Tam wypatrzyła go Maria Kaczyńska, dała mu nowy dom i imię po Rudolfie Valentino. Lula, łaciata kundelka, błąkała się przez kilka dni po stacji w Mławie. Wycieńczonego psa Lech Kaczyński zabrał do domu w Sopocie. Z informacji "Rzeczpospolitej" wynika, że zwierzęta przygarnie teraz Marta Kaczyńska, mogą też trafić do byłej europosłanki Hanny Foltyn-Kubickiej.

środa, 14 kwietnia 2010, ian.pelczar

Polecane wpisy