Ian
Blog > Komentarze do wpisu
GC
Nr 500

"Justyna jak złoto" - pisze w tytule na pierwszej stronie "Gazeta Wyborcza".  "Złota Justyna Kowalczyk" - tytułuje "Rzeczpospolita", "Królowa Justyna" - pisze "Super Express" i w fotomontażu przerabia Kowalczyk niby we władczynię, ale trochę  podobną do Ireny Szewińskiej. Tylko jedno słowo, "Złoto", drukuje na okładce specjalnego, 40 stronicowego wydania, dzisiejszy "Przegląd sportowy". Artykuł o triumfie Justyny Kowalczyk też zatytułowany jest krótko: "Ona ma już wszystko". To były najlepsze w historii zimowe igrzyska i dla Polski i dla Kanady. Nigdy wcześniej gospodarze nie zdobyli aż 14 złotych medali. Kanadyjczycy, także dzięki ukochanym hokeistom, wygrali klasyfikację medalową. Przed Vancouver Polacy mieli w historii zimowych igrzysk osiem medali, w Kanadzie dołożyli prawie drugie tyle - zdobyli sześć krążków. Nawet "Nasz Dziennik" ma więc dziś na "jedynce" sportowy nagłówek: "Mamy złoto, mamy brąz". Obok Justyny Kowalczyk, która zdobyła pierwsze od 32 lat polskie zloto na zimowych igrzyskach gwiazdą weekendu była drużyna panczenistek. Wyszydzane po indywidualnych występach Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska pokonały w walce o brąz Amerykanki. Sportowy dodatek "Gazety Wyborczej" drukuje na okładce liczbę igrzysk po polsku - 13 894. Tyle dni minęło od 11 lutego 1972 roku, kiedy na dużej skoczni w Sapporo wygrał Wojciech Fortuna, do 27 lutego 2010 roku, gdy kolejne złoto dołożyła Justyna Kowalczyk. Na ważną rzecz zwrócił  zaś uwagę nie w gazecie, a w Radiu Wrocław, Michał Karbowiak z "Gazety Wyborczej": "zwróćmy uwagę na zachowanie Kowalczyk w sprawie astmy Bjoergen i zachowanie Małysza przy sprawie wiązań Ammanna". Nie tylko złoto czyni mistrza.

"Osiedle i ludzie płotem na pół podzieleni" - pisze "Gazeta Wyborcza Wrocław" o lokatorach z bloków przy Łączności i Jantarowej, którzy odgrodzili się płotem od świata. Okoliczni mieszkańcy protestują, bo chodniki, które były dla wszystkich, teraz kończą się przed zamkniętymi bramami. Specjaliści alarmują, że przestrzeni miejskiej tak dzielić nie można. Lokatorzy z Energetycznej stracili prostą drogę do szkoły, przedszkola i kościoła, ci z Łączności do sklepu. Teraz muszą obchodzić blok dookoła. Entuzjaści płotu mówią, że to jedyna szansa na porządek. -Pięć lat temu z własnej inicjatywy odnowiliśmy plac zabaw, który po dwóch tygodniach został zniszczony - tłumaczy jeden z mieszkańców. Przeciwnicy mówią, że nie chcą żyć w getcie. Przedszkolanki zwróciły się nawet do spółdzielni z prośbą o dorobienie kluczy, by nie wędrować z kilkulatkami dookoła płotu - opisuje "Wyborcza Wrocław". Podobnych absurdów na wrocławskich osiedlach nie brakuje. Przykłady można znaleźć m.in na Ołtaszynie.

Co najmniej dwie wrocławskie korporacje taksówkarskie podniosły po cichu opłaty - pisze "Polska Gazeta Wrocławska". Maksymalna opłata za zajęcie miejsca w taksówce wynois, uchwałą miejskich radnych, 6 złotych. Niektóre korporacje stosują wyższe opłaty za kurs- pisze "Wrocławska". Minimalna opłata za przejazd taksówką Radio Taxi Serc to 10 złotych, w Lux Radio Taxi 7 złotych, ale - jak zastrzega dyspozytorka - ta opłata obowiązuje w nocy. Prezes RTS mówi zaś, że minimalne opłaty stosuje się tylko przy zamówieniach telefonicznych, by kierowcy nie jechali wiele kilometrów do krótkich kursów. Paweł Czuma z magistratu ripostuje:  - Jeśli wsiadamy do taksówki i kierowca żąda od nas na początek więcej niż 6 złotych, to jest to nielegalne. "Wrocławska" drukuje dziś tabelkę z opłatami miejskich korporacji - można sprawdzić, którymi taksówkami da się jeździć najtaniej oraz iloma samochodami dysponuje każda z korporacji.

"Radny Skiba każdemu się przyda"- ironizuje "Wyborcza Wrocław". Grzegorz Skiba, dawny współpracownik Andrzeja Leppera, radny sejmiku województwa, znany głównie z tego, że został oskarżony o paserstwo, zasilił szeregi klubu PSL. Platformie, koalicjantowi ludowców, która kiedyś ostro Skibę krytykowała, grzechy radnego już dziś w niczym nie przeszkadzają. PSL też do niego nic już nie ma.

Jelfa nie chce odebrać od prokuratury ponad 80 tysięcy fiolek z corhydronem 250. Ampułki trafiły tam podczas śledztwa nad zamianą leku na zwiotczającą mięśnie skolinę. Spór o to, co zrobić z corhydronem rozstrzygnie sąd - pisze "Wyborcza Wrocław".

Duże koszty delegalizacji hazardu - opisuje "Dziennik Gazata Prawna".  Komisja Europejska zaczęła badać tryb pracy nad ustawą o grach hazardowych. Z informacji "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że 5 lutego zwróciła się do polskiego rządu z prośbą o wyjaśnienia. Teoretycznie nasze władze powinny odpowiedzieć w ciągu miesiąca. Problemem dla rządu może być to, że branżę właścicieli automatów przed KE będzie reprezentował Vassilis Akritidis, szef biura antydumpingowego w międzynarodowej kancelarii prawnej Hammonds. To ten sam człowiek, który wygrał podobną sprawę przeciw rządowi Grecji. W rozmowie z "DGP" Akritidis zarzuca Polsce naruszenie prawa europejskiego polegające na braku notyfikacji, czyli nie zawiadomienie Komisji Europejskiej o zamiarze wprowadzenia nowych przepisów. Prawnik wyraża nadzieję, że pod presją KE polski rząd zawiesi funkcjonowanie tej ustawy i przygotuje nowy projekt, który przekaże do notyfikacji. Przeprowadzi też debatę publiczną na ten temat i przygotuje rzetelne badania dotyczące problemu hazardu, aby udowodnić swoje stanowisko przed KE.  Jeżeli stanie się inaczej, to Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzeka z reguły dwie kary. Jednorazową, bardzo wysoką, sięgającą milionów euro, i drugą - dzienną, którą polski rząd musiałby płacić za każdy dzień obowiązywania niezgodnych z unijnym prawem przepisów. Kara jest naliczana do momentu wejścia w życie przepisów zgodnych z prawem unijnym. Dla przykładu Grecja płaciła dziennie 32 tys. euro.

"Gazeta Wyborcza" pisze, że kobiety pracujące na   własny rachunek są dyskryminowane. Państwo nie odprowadza   za nie składek emerytalnych, gdy wychowują dziecko.   Dziennik przypomina, że choć politycy PO obiecywali   załatwienie tej sprawy, to obecnie wycofują się z tego,   tłumacząc kryzysem i koniecznością oszczędzania. Kobiet pracujących na tak zwanym samozatrudnieniu   jest w Polsce około 300-400 tysięcy. W większości państw   Europy - na przykład w Niemczech, Portugalii i Wielkiej   Brytanii - państwo odprowadza składki emerytalne za   rodzica opiekującego się dzieckiem niezależnie od tego,   czy jest on na etacie, czy nie - czytamy w "Gazecie   Wyborczej".  Zdaniem Agnieszki Chłoń-Domińczak z Instytutu   Statystyki i Demografii SGH, do niedawna zastępczyni   minister pracy Jolanty Fedak nie trzeba na to wielkich   pieniędzy - kilkadziesiąt milionów złotych rocznie. I nie   trzeba ich wydawać teraz. ZUS po prostu zapisałby na   twardych dyskach swoich komputerów informację, że takie   składki matkom naliczono - mówi Chłoń-Domińczak.

W dwusetną rocznicę urodzin Chopina muzykolog Robert Losiak przyznaje w "Polsce Gazecie Wrocławskiej", że wybitny kompozytor odrzuca niczym szkolna lektura i jego muzyki nie znamy. "Chopin to rodzaj mitu(...)funkcjonował w przestrzeni publicznej w absurdalnej formie". Przypomina też jak obśmiano kult konkursu chopinowskiego w "Dniu świra". Nie unikniemy zatem komercjalizacji Chopina, snobizmu na jego muzykę i propagandowego wykorzystywania tejże. Dobrze by ją było jednak najpierw poznać.

poniedziałek, 01 marca 2010, ian.pelczar

Polecane wpisy